Niektórzy niemądrzy ludzie
Pyski
maczają w wódzie
Ja się w wódce nie lubuję !
Co innego
proponuję.
Cóż to może być, spytacie ?
Czy o piwie mówisz bracie
?
Ani piwo, ani wódka
Która jest jak szczurza trutka !
To ambrozja
jest, to nektar
Wychlać tego można hektar
Później puścisz se
fraktala
Rano bańka napierdala.
Co to jest za napój boski ?
Same
fakty, proste wnioski:
Toż mój JABOL jest kochany
Przez kraj (???) cały
uwielbiany.
Ty to pijesz, taką siarę ?
Piwosz krzyczy: ty masz z garem
!
Ja mam z garem, piwożłopie ?
JABOL zawsze był na topie !
To jest
napój dla wybrańców
JABOLOWYCH pomazańców
Picie go to zaszczyt
wielki
To już nie są ceregielki !
By go wypić kimś być trzeba
A nie
pożeraczem chleba
Napój jest to elitarny
Nie dla ciebie, kmiotku marny
!
Tak se piszę, opisuję
Faktów jednak tu brakuje
Co niewiernym by
wskazały
Drogę wiekuistej chwały.
Otóż JABOL jest w butelce
Stać po
niego trza w kolejce
Kasy dużo nie kosztuje
Ale za to jak smakuje
!
Buteleczka piękna, równa
Nie blaszana puszka z gówna.
W rączce
Twej się łatwo zmieści
Gardło zaraz Ci popieści !
Zabieramy koszyk
duży
Co za transport nam posłuży
Podjeżdżamy do stoiska
Patrzysz: a tu
same piwska.
O, do chuja, gdzie trafiłem ?
Chyba drogi
pomyliłem
JABOLECZKI są tam dalej
A na piwo napalm
nalej
Podjeżdżamy kawałeczek
A tu rzędy buteleczek
Spoglądają na
nas z półki
Więc bierzemy sześć do spółki
Buteleczki bierz
brązowe
Bo zielone są chujowe
Takie żabki przyjebane
Wypić z tego:
przeżygane !
JABOLECZKI więc ładujem
I przy kasie się
stopujem
Trochę kasy wybulimy
Ale się napierdolimy !
Każdy ryj ma
ucieszony,
Wielce jest zadowolony
Gdyż za parę już minutek
Precz
ucieknie wszelki smutek!
Więc idziemy gdzieś nad rzeczkę
Otwieramy
buteleczkę
Pchamy szyjkę w swe usteczka
I chlejemy
JABOLECZKA
Nieraz ludziom kłopot wielki
Sprawia korek od butelki
Na
to jedna tylko rada:
Swymi kłami traktuj dziada !
Chwyć go mocno i
pociągnij
Zębów przy tym nie zapomnij.
Potem wypluj go daleko
W świat
go ponieś, "wierna rzeko" !
Patrzę koleś już na szczycie
Tu się
rozpoczyna życie !
A rączęta drżące wielce
Ku następnej mkną
butelce.
Wściekłość mnie ogarnia wielka
Gdzie, do chuja, jest butelka
?
Leży sobie ostatnia już
Więc ją łap i do pyska włóż !
Wlewam w
siebie aż połowę,
Ale coś mnie jebie w głowę !!
Świat jest piękny,
kolorowy
Czuję się jak człowiek nowy !
Patrzę, koleś się rozbiera
A
mnie zazdrość wręcz rozdziera !
Temu dobrze, myślę sobie
Ja mam jeszcze
jasno w głowie.
Biorę butlę: jest połowa !
Jak mnie strasznie boli
głowa ..
Piję resztę JABOLECZKA
A w żołądku istna sieczka
Coś tam
miesza się, wiruje
To fraktalek się szykuje
I promile się
podnoszą
Zaraz na szczyt mnie wyniosą !
Coś jest ze mną nie w
porządku
Rewolucję mam w żołądku
Krew się burzy i gotuje
Aż za chwilę
eksploduje !!!
Nagle jak mnie coś jebnęło
O, nareszcie się
zaczęło
Gdzie ja jestem, o cholera !
Nowy rozdział się otwiera
!!
Ależ mi się w bańce kręci
O, nareszcie, wszyscy święci !!
Jednak
w końcu się to stało
We łbie coś mi zamieszało...
Ach, ta chwila jest
wspaniała
żeby jak najdłużej trwała
Więc na razie korzystajmy
W podbój
miasta wyruszajmy !!
Jestem w końcu na tym szczycie
Trza się odlać
należycie
Miejsca na to było wiele
Lecz najlepiej jest w kościele
.
Otwieramy drzwi wiekowe
Koleś o weń se rozwala głowę
Krew się z bańki
mocno leje
Patrzę: jakaś stara baba mdleje.
Krzyczę do niej: zamknij
ryja
Bo ci w dupę wsadzę kija !
Ksiądz wypada rozgniewany
Uciekajcie
stąd, szatany !
Dobra , dobra już idziemy
Się gdzie indziej odlejemy
!
Nogi dziwnie się plątają
Jedna drugiej przeszkadzają...
Świat się
chwieje i kołysze
"O, pijacy": gdzieś tam słyszę
Coooo, masz problem
głupia babo ?
Babci już się robi słabo.
Kumpel ją traktuje z
glana
"Ale fajnie zarzygana..."
Uciekamy z miejsca zbrodni
Gdyż za dużo
tu przechodni...
Ludzie zaś z wyrazem trwogi
Spierdalają z naszej
drogi
Jedna dziwka nie zdążyła
Parę laczków zaliczyła
Idę dalej
rozbujany
Już przystanek rozjebany
Po chuj stał na mojej drodze ?
Dałem
swej zaszaleć nodze !
A śmietniki wciąż latają
Co rusz szybę
rozwalają
Coś mi chrzęszczy po nogami
Świat pokryty odłamkami.
Te
na kółkach są bombowe
Jadą z górki wprost na głowę
Rozwalają co na
drodze
Ktoś się rano wkurwi srodze !
Koleś ryczy i przeklina
Chować
się, bo jedzie glina !
Więc chowamy się za płotem
Ale zaraz, myk z
powrotem
Idziem dalej, podśpiewujem
Do tramwaju się pakujem
Ale
pojazd odlotowy
Zaraz będzie całkiem nowy.
Koleś pada na
siedzenie
"Będę rzygał-ostrzeżenie"
"Skasuj bilet", drugi krzyczy
"Bo
się lampi motorniczy".
Więc kieszenie przeszukuję
Lecz biletów nie
znajduję
"Weź spierdalaj z kasowaniem"
Lepiej już się zająć
chlaniem.
Koleś wkurwił się potwornie
Jak w kasownik nie pierdolnie
!!!
Rozpadł się biedaczek cały
Tylko części poleciały.
Drugi schyla
się, ogląda
Resztkom owym się przygląda.
"Eee, chujowy bo
krajowy"
Trzeba więc rozwalić nowy.
Uderzenie więc szykuję
Nogą
moją weń celuję
Ale coś się chyba stało
Chwiać zaczęło się me
ciało.
Grawitacja pojebana
Mnie rzuciła na kolana
A z żołądka coś
wędruje
W gardło moje się pakuje.
Ależ żurek zajebisty
Duży, ładny
i soczysty
Poleciał se na podłogę
Z której to ja wstać nie
mogę.
Kumpel chwyta mnie, podnosi
Drugi o ratunek prosi
Tramwaj
cały zarzygany
I kasownik rozjebany.
Spierdalajmy stąd, panowie
Nim
się motorniczy dowie.
Wypadamy więc z tramwaja
Zaraz będą dalsze
jaja.
Mapę wszystkim nam zabrali
Każdy żura gdzieś tam wali
Wszyscy
chwieją się okrutnie
Jakoś tak się czuję smutnie.
Czas nam było gdzieś
zaszaleć
Jakieś dupy sobie znaleźć
Bo gdy człek napierdolony
To na
laski napalony
Gdzie tu dyska się znajduje ?
Kumpel palcem
pokazuje
Coś tam świeci, miga, błyska
Trzeba to zobaczyć z
bliska.
"Chodźcie trzoda , tam jest chlanie"
Lecz miał bramkarz inne
zdanie
Nie chce wpuścić do środka
Chyba złego go coś spotka
Weźcie
chuja z mojej drogi
Bo mu zaraz jebnę z nogi !
Kumple mnie
zablokowali
Z laczka strzelić mi nie dali
Lecz gościowi zmiękła
pała
Noga ma go przekonała
Drzwi szybciorem nam otworzył
Dzięki temu
świtu dożył
Ładujemy się na salę
Ale panien, ja cię walę
!!!
Patrzę, laski se tańcują
I uszami ludzi szczują
Człowiek się
napalił wielce
Wepchnął gdzieś by swoje ręce
Tudzież inne części
ciała
Byle laska tylko dała
Już nie mogę, ja mam chcicę !!!
Jeśli
baby wnet nie chwycę
Chuj mi chyba eksploduje
Krew się w żyłach
zagotuje
Poszedł kumpel więc na łowy
Każdy z nas jest już gotowy
że
jak przyjdą nasze panie
Członki spełnią swe zadanie
W międzyczasie coś
chlaliśmy
Ryja komuś obiliśmy
Ale to już wina tego ciula
że cudowna ma
koszula
Wielce mu się spodobała
Chciał ją zdjąć z mojego
ciała
"Bieg, frajerze, bo uderzę"
A on na to: ja nie wierzę
Jakem
żem się zdenerwował
Strzała z laczka przyszykował
Dostał gostek prosto w
twarz
"Chcesz koszulę ? To ją masz !!
Rozerwałem się
troszeczkę
Wykończyłem buteleczkę
Jednak sobie przypomniałem
że za
młodym tęsknię ciałem.
Wraca koleś i dwie cnoty.
Cóż to są za
kaszaloty ?
Dupy wielkie, nogi krzywe
A ich ryje są parszywe.
Weź
spierdalaj z tym towarem
żeby rżnąć je trza mieć z garem !!
Gdzie ty byłeś
? W domu starców
Czy na balu przebierańców ?
Porzucamy więc
potwory
Takie już jesteśmy chlory
Trzeba łyknąć se JABOLA
Taka amigowca
dola
Coś nam z głowy wywietrzało
Dochlać nam się wypadało
Więc
idziemy do nocnego
Ja udaję tam trzeźwego
Kupujemy parę flaszek
I
idziemy gdzieś pod daszek
. Obalamy te JABOLE
Zatańczymy sobie w
kole.
Czuję się wprost zajebiście !
Każdy żurzy gdzieś
kwieciście
Dzieła nasze podziwiamy
Ostro przy tym przeklinamy
Koleś
leje gdzieś pod murem
Reszta idzie sobie sznurem
Głośno sobie
podśpiewujem
Fajnych lasek wypatrujem
Idę se środkiem drogi
Tak
mnie niosą moje nogi
Trza rozwalić coś nowego
Podnieść trochę nasze
ego.
Patrzę: moja szkoła stara
Tu jest extra, chodźcie wiara
Zaraz
coś se wymyślimy
Szybę jakąś rozwalimy
Więc chwytamy za kamole
Żeby
tej zajebać szkole
Za te męki i cierpienia
Żegnaj szybo, do widzenia
! Potem na drzwi wszyscy leją
I potwornie wręcz się śmieją
żeśmy
szkołę obrzucali
I na koniec ją olali
Lecz tak głupio w życiu
bywa
że się dobre szybko zrywa
Kasa nam się już skończyła
Żadna pomoc
nie napływa
Czas więc kończyć nasz wieczorek
Jutro kac, lecz już we
wtorek
Znowu się napierdolimy
Potem razem zatańczymy
Każdy idzie
więc do domu
Mniej lub bardziej po kryjomu
Uliczkami, zaułkami
Szlak
swój znacząc fraktalami
Koleś przyniósł znak drogowy,
Tak mu przyszło
coś do głowy
Mówił, że się nudził wielce
Więc se znaczek wziął na
ręce.
Jak do domu ja trafiłem
Nigdy się nie domyśliłem
Wielka
jednak dla mnie chwała
że mnie glina nie złapała !!!
Gdyż niebiescy ci
panowie
Pałą dadzą mi po głowie
Potem gazem potraktują
Psami swymi mnie
poszczują
Wsadzą mnie pod wąż gumowy
Od stóp lejąc aż do głowy
Wodą
zimną zajebiście
Kopiąc przy tym mnie soczyście
Później wrzucą mnie do
celi
Między tych wąchaczy klei
Co to już od urodzenia
Wódę chleją miast
jedzenia
. Potrzymają godzin kilka
Dla nich to jest mała
chwilka
Rano wlepią ci papierek
Na nim dużo jest cyferek
Patrzysz
na to: chuj cie strzela
Ktoś pół bańki ci zabiera
Za to że się gdzieś
nachlałeś
Pomnik jakiś zarzygałeś
Tak więc składam hołd w
podzięce
że nie wpadłem w smerfów ręce
Dalej jakoś się człapałem
Dom
mój wreszcie gdzieś ujrzałem
Patrzę: jakieś drzwi zjebane
Zaraz będą
obrzygane
W zamek trafić ja nie mogłem
Toteż kopem se
pomogłem
Zajęczały, zatrzeszczały
Ale wpuścić mnie nie
chciały.
Więc chwyciłem się mej klamki
Celowałem w oba zamki
W
końcu drzwi te otworzyłem
Do mej chaty się wtoczyłem
Szczęściem wszyscy
dawno spali
Mi się dalej w bańce wali !
Na me łóżko się zwaliłem
O
Amisi mojej śniłem
żury dalej zaś puszczałem
Wiadro nimi
napełniałem
O, do chuja, już nie mogę !
Rzygam prosto na
podłogę
Rano starsza mnie zabije
Powie, że jej dywan gnije
W końcu
wszystko wyrzygałem
Smacznie sobie po tym spałem
Rano budzę się
zjebany
Pokój cały zarzygany
Starsza ryczy, wrzeszczy, pluje
Siostra
zaś moralizuje
żebym nie pił, bo to szkodzi
Mnie zaś gówno to obchodzi
!
Mnie to wali, jebie, grzeje
Jak mam chęć, to się nachleję !
Moje
zdrowie, ma wątroba
Abstynencja to choroba !!!
Ci co piją, palą,
walą
Się do ludzi zaliczają
Reszta trzody to hołota
Kto nie chleje ten
jest C I O T A!
Jak tu nie pić na tym świecie ?
Może, kurwa, mi
powiecie ?
Ja nie mogę, nie wytrzymam
Jeśli sobie nie porzygam
!!
Bez JABOLA to nie życie !!!
Chyba teraz mi wierzycie
że mój
JABOL jest najlepszy
A kto nie chce: niech się pieprzy!
Ci zaś co się
ze mnie śmieją
Chyba gówno rozumieją
Widać jakieś to głupole
To jest
życie, nie przedszkole !!
Trza JABOLA pić ze smakiem
Albo w dupie
grzebać hakiem
Napój jest to wyborowy
Wyśmienity, odlotowy
Mnie zaś
cieszy to ogromnie
że się ludzie garną do mnie (???)
Że są nowi
JABOLFANI
W mym JABOLU zakochani
A ja znów wypluwam korek
JABOL
jest na podwieczorek
Na śniadanie i kolację
Tak to dieta: macie rację!!!