Przygody Czerwonego Kapturka
(spisane przez “bajkopisarza” Gonza)
Bajka o Czerwonym Kapturku jest bardzo znana. Kiedy byłem dzieckiem, podobała mi się. Teraz jestem już starszy i bajka wydaje mi się nudna. Dlatego postanowiłem ją zmienić, mając teraz inne zainteresowania i stan umysłu, aby nadal mnie jarała.
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami... kurwa, pojebało mi się, ten wstęp miał być do bajki o... nieważne. Gdzieś był sobie las. W tym lesie, oprócz zwierząt, były dwa domki na dwóch różnych skrajach lasów. W jednym domku mieszkała malutka dziewczynka zwana Czerwonym Kapturkiem wraz ze swoją mamusią, a w drugim ukochana babcia Kapturka. Mamusia kapturka była biedną kobietą. Całe dnie i często noce pracowała w leśnym tartaku, aby wyżywić siebie i c
óreczkę. Matka, całymi dniami pracując, nie mogła wychowywać córki, więc Kapturek sam się wychowywał. Był idealnym przykładem, jak środowisko wpływa ujemnie na psychikę dzieci. Gdy miała 4 lata, po raz pierwszy zgwałcił ją miś, od piątego roku życia sama się z nim rżnęła. Od 6 roku życia aż do chwili obecnej (teraz Kapturek ma 7 lat) jej dzień zaczynał się od palenia trawy z zającem. Ten rok narkotykowego odurzenia był czymś wspaniałym dla Kapturka. Co ona nie widziała, czego nie przeżyła. Chodziła upalona całymi dniami, przechodziło jej trochę, jak matka z pracy wracała. Chociaż czasem przypalały wieczorem z matką, bo stara Kapturka lubiła się zabawić i nie pierdoliła się z zasadami.
Tak właśnie wychowywał się sam Kapturek ze swoimi przyjaciółmi i kompletnie nie miał pojęcia, że do udziału w bajce został zaproszony wilk, którego rola miała polegać na łapaniu i gwałceniu Kapturka. Tak, gwałceniu, nie jedzeniu, bo jedzenie jest dobre dla dzieci, a gwałt to jest to, co tygryski i wilki lubią najbardziej. Więc wi
lk pojawił się w lesie i tylko czekał na okazję, aby móc złapać dziewczynkę i przelecieć jej dupę.
Okazja ta wydarzyła się niedługo. Matka, idąc rano do pacy, dała Kapturkowi koszyczek i powiedziała:
- Córeczko, idź dzisiaj do babci. Dzwoniła, że będzie zajęta cały dzień i nie będzie mogła wyjść po zakupy, to idź zanieść jej coś do jedzenia.
- Kurwa, znowu będzie miała klientów cały dzień ?
- Tak, taki jest już jej zawód. Jednak trzeba przyznać, że gdyby nie dawała dupy, to sami byśmy nie wyżyli
.
Dlaczego ona ma takie szczęście ? Tyle gości ją rżnie...
Córeczko, nie przejmuj się, znając życie i tego, co wymyśla tą bzdurną bajkę, ty w przyszłości też zostaniesz kurwą.
Jak miło – ucieszył się Kapturek.
No, idź już. Aha, mam dla ciebie dobrą wiadomość: koleżanka z pracy powiedziała, że załatwi mi dzisiaj maksymalną trawę, spalimy coś wieczorem, nie córeczko ?
Pewnie mamusiu – ucieszyła się dziewczynka.
Dobra, to papa, do wieczora.
Na ra.
Kapturek zabrał koszyczek i poszedł do babci. Idąc przez las usłyszał dźwięk swojej kom
órki.
- Ciekawe kto to – pomyślała dziewczynka. – Tak ?
- Cześć Kaptur – to był głos zająca.
- Cześć kutasie. Jak tam ?
- Nieźle Czerwony. To co, wpadasz do mnie na nasze “śniadanie” ?
- Wiesz, idę do babci, ale mam jeszcze trochę czasu. Bądź za pół godziny pod rozjechanym dębem i przynieś lufę, zajaramy.
- Się rozumie. Na razie.
- No hej.
Po piętnastu minutach Kapturek był już pod rozjechanym dębem.
- Mam jeszcze piętnaście minut – pomyślała. – Ale mnie cipa swędzi... Jejku, już dwa dni nie jechała
m sobie palcem! Stracę wprawę. Chuj, jest czas, nikogo w pobliżu, zabawię się.
Kapturek usiadł, odstawił koszyczek, rozłożył nogi i wsadził palec do majtek. Po chwili zaczął powoli stękać, w miarę doznawanej rozkoszy jęczał coraz bardziej. Dziewczynka wsadzała sobie palca coraz głębiej i jęczała coraz namiętniej i mocniej. Nagle wydała spazmatyczny okrzyk i odsapnęła. Wyjęła palec z cipy, oblizała i popatrzyła na zegarek.
- O ja pierdole, jeszcze 8 minut. Zając zapierdalaj szybciej. Zanudzę się.
- Nie sądzę – odpowiedział ktoś.
Tak, to był wilk. Śledził Kapturka od samego domku. Ktoś musiał mu dać cynk, gdzie dziewczynka jest (kutas ze mnie, nie ?). Przyglądał się cały czas, jak Kapturek się masturbuje i sam nie omieszkał zwalić sobie przy tym konia.
- Kim, kurwa, jesteś ? –zdziwił się obecnością drugiej osoby Kapturek.
- Jestem twoim najgorszym koszmarem, jestem twoją zgubą!
- Pierdolisz ? Ja też czytałam komiksy.
- Kurwa – przeklął w myśli wilk. – Trzeba będzie wyjechać z innym tekstem.
- Co kutasie, zatkało ?
- Hę ? Coś ty! Ocipiała ? Myślisz, że nie wiem, co ci odpowiedzieć ? Więc wiedz, że wiem. Chciałem ci powiedzieć, że jeszcze tu wrócę... kurwa, to nie to, chciałem ci powiedzieć, że...
- Daruj sobie teksty, bo i tak jedzie ci gównem z ryja, więc się więcej nie odzywaj.
- Co ? A po chuj ja tu się z tobą użeram, jestem tu po to, aby cię złapać i zgwałcić.
- Ty?!? Weź się facet nie wygłupiaj. A gdzie masz chuja ?
- Jak to gdzie ? Tu – pokazał wilk fujarę.
- To ma być penis ? Taki mały, chorobliwy ?
- Co ? Jak śmiesz dziwko. Zobaczysz, miałem operację. Wstawili mi pompkę. Mogę pompować sobie do dowolnej wielkości.
- A skala dochodzi chociaż do centymetra ?
- Ty cipo! Przestań żartować. Nie będę się więcej pierdolił...
- Nie wiesz co tracisz.
- Nie łap mnie za słowa! – krzyknął wilk i skoczył w kierunku dziewczynki
.
Ale ona była przygotowana na taką ewentualność. Wyciągnęła butterfly’eja i machnęła wilkowi przed nosem.
- Hej, no co ty ? – zdziwił się wilk.
- Podejdź bliżej, to cię wykastruję, skurwysynu – krzyknął Kapturek.
Wtedy przyszedł zając. Gdy spostrzegł, że wilk atakuje Kapturka, wyjął sprężynowca i wyskoczył do wilka.
- Hej, chuju, zostaw ją w spokoju – wyjechał zając z ryjem.
- Hej, zając, kutasie, dzięki, że wreszcie się pojawiłeś, ale jakoś sobie radziłam – powiedziała dziewczynka.
Hej, Kaptur, nie ma sprawy, zawsze pomogę – zwrócił się zając do dziewczynki. – A ty, chuju z gumy, czego od niej kurwa chcesz ?
Pierdoleni – bulwersował się wilk. – Z nożami to jesteście mądrzy, tak ? Ale ja tu jeszcze kurwa wrócę, o, nawet tekst mi wyszedł!
Spierdalaj – krzyknęli zając i Kapturek.
Wilk musiał spierdolić. Tymczasem Kapturek powiedział zającowi, czego wilk od niej chciał.
- Nie martw się, mała. Jak będzie jeszcze skakał, to skombinuje się kumpli, powie miśkowi, on zna fajnych gości, wpierdoli się wilkowi i z głowy.
- Masz rację, zając. Dobra, masz ganję ?
- Pewnie. Przypalamy.
Szybko spalili prawie całą lufę, położyli się na ziemi i patrzyli w niebo.
- Jakie piękne pomarańczowe chmury, hihihi – śmiał się zając.
- Taaaa, a jaki piękny samolot.
Samolot ? Gdzie ?
Samolot ? Jaki samolot ? – zdziwił się Kapturek.
No, Kaptur, nie leć w łoma, powiedziałaś, że widzisz samolot.
Samolot ? Jaki samolot ?
To spierdalaj!
Hehe, nie łam się, zając, wygłupiam się, hihihi.
To mnie, hehe, zrobiłaś, hahaha.
Te, zając, misiek idzie.
Strzała palacze – przywitał się miś.
Hej twardzielu – odparł zając. – Chcesz przeczyścić lufę ?
Dawaj zając, nie pierdol – miś ściągnął chmurę.
Która godzina ? – spytał się Kapturek.
Pierwsza.
O ja cię sunę! Muszę do babci zapierdalać.
Szkoda – zmartwił się niedźwiedź.
To hej, Kaptur, na razie.
Cześć – pożegnała się dziewczynka i poszła w kierunku domu babci.
Szło jej się w miarę równo, czasem tylko musiała omijać te duże różowe kamienie na drodze. Zdarzało się, że droga jej się wydłużała, ale zaraz skracała i wszystko było jak dalej. Po jakiejś godzinie była niedaleko domku babci.
Tymczasem wilk, mocno podkurwiony, szedł też do domku babci, ponieważ był umówiony na stosunek o drugiej. Po drodze myślał, jak tu złapać i zgwałcić Kapturka. Nie wiedział, czy ma zastawiać sidła, zastanawiał się nad wynajęciem innego wilka do pomocy, ale po chwili stwierdził, że woli sam rżnąć. Poza tym obecność kogoś innego podczas wkładania człona do dupy strasznie go onieśmielała i często po prostu nie chciał mu wtedy stawać. “Cóż”, po
myślał wilk, “później będę się tym przejmował, teraz lepiej pomyślę, jak dzisiaj zabawię się u tej dziwki. Hmmm, może najpierw stosunek oralny, a potem na jeźdźca ? Może najpierw wsadzę jej w dupę, a potem wyliżę jej ? A może zacznę od razu od minety ? Albo wsadzę jej palec do dupy i każe potem oblizać ? Fuu, ale świństwo! Nie, tego nie. Coś się wymyśli”. Szedł wilk rozmyślając o czekającym go spotkaniu i zaszedł do babci, gdy przyjmowała jeszcze pierwszego klienta. Wpadł do środka i zastał gościa, który do połowy był w babci.
- Te – darł się klient. – Jeszcze nie skończyłem. Wypieprzaj!
- Uspokój się Karolku – uspokajała go babcia. – A ty, wilku, poczekaj na zewnątrz, ten pan zaraz się spuści i przyjmę cię.
- Okiej – powiedział wilk i wyszedł.
Przed domkiem zajarał szluga i czekał. Po minucie usłyszał drącego się klienta i delikatny pisk babci. Po chwili klient wyszedł z domku babci, rzucił wilkowi szydercze spojrzenie i zawołał taksówkę. Wilk wszedł do domku babci.
- Cześć kochany – przywitała go babcia.
- Hej. Jestem wkurwiony, więc od razu wejdę ci w dupę, ok ?
- A wal.
Wilk zabrał się do rzeczy.
Tymczasem Kapturek pożegnał Jeźdźców Apokalipsy, których spotkał po drodze i dotarł do domku babci. Patrząc się na niego doszedł do wniosku, że jest cały z piernika (wiem, że to z innej bajki, ale chuj z tym ). Ale ponieważ nie przepadał za słodyczami, olał to i wszedł do środka. W domku zobaczył wilka jadącego babcię od tyłu. Popatrzył się na nich chwilę i powiedział:
- Babciu, dlaczego masz takie duże oczy ?
- Wnuczusiu, wyjdź na zewnątrz, zaraz skończymy.
Wtedy Kapturek zobaczył, kto pierdoli babcię.
- To znowu ty, kutasie – krzyknęła dziewczynka.
To ty cipo, jesteś wnuczką tej dziwki ? – zdziwił się wilk. Wyjął kutasa z dupy babci i krzyknął: - Teraz się policzymy!
Dobra, wyskocz – krzyknął Kapturek wyciągając swój nóż.
Nie ma sprawy. O kurwa, nie mam noża.
No to masz problem. Gdzie chcesz dostać, w brzuch czy w serce ?
Wnuczusiu, wilku, przestańcie, bo jeszcze się pozabijacie – krzyczała babcia.
I oto tu chodzi – stwierdził wilk. – Nie myśl sobie, że poddam się bez walki.
Wilk skoczył do szafki i wyjął widelec.
- Broń się – krzyknął.
- Dobra, dawaj, bucu.
Rozgorzała walka. Najpierw wilk wbił Kapturkowi widelec w udo, a za to dziewczynka przejechała mu nożem po ramieniu. Niedługo pewnie oboje by się pozabijali i bajka musiała by się skończyć, gdyby Kapturkowi na pomoc nie przyszła babcia, która przypierdoliła wilkowi patelnią. Ten upadł i chwycił się za głowę.
Nic ci nie jest, wnuczusiu ?
Nie, babciu, dzięki za pomoc.
Nie ma sprawy. A ty, pierdolony chuju, spieprzaj stąd i nigdy nie wracaj! Znajdź sobie inną dziwkę, bo ja już nigdy nie wezmę ci do ust!
Tak ? – zdziwił się wilk ledwo podnosząc się z podłogi. – I tak chciałem ci powiedzieć, że beznadziejnie robisz loda!
Co ?!? – oburzyła się babcia i kopnęła wilka w oko. – Wypierdalaj, ale to już. Eh, wnuczko, widzisz, co to znaczy być dziwką. Radzę ci, nie zostawaj nią.
Ale ja chcę zostać kurwą, tak jak ty, babciu – powiedział Kapturek.
Cóż, jesteś tego pewna ?
Jak to, że 3 + 3 jest 9!
Dobra, skoro i tak zostaniesz prostytutką, są rzeczy, o których powinnaś wiedzieć. Po pierwsze...
Gdy babcia uczyła dziewczynkę, jak zostać profesjonalną kurwą, wilk powoli, bo go wszystko bolało, wracał do domu. W domu usiadł w fotelu, włączył telewizor. Nawet się nie spostrzegł, jak usnął. Obudził się dopiero wieczorem.
- O kurwa – krzyknął – miałem przecież jeszcze raz dzisiaj próbować złapać tą dziwkę! A, pizda, jutro ją złapię. I tym razem wezmę nóż. Jestem genialny!
Gdy babcia skończyła wykład, popart
y schematami i przykładami, Kapturek dał jej zawartość koszyczka, ucałował na pożegnanie i poszedł do domu. W domu czekała już na nią mamusia.
- Cześć stara – powitała ją dziewczynka.
- Jak tam, córeczko, zaniosłaś babci koszyczek ?
- Się wie. Była nawet ucieszona. To co, Helga załatwiła ci tą super trawę ?
- Pewnie. Chcesz najpierw coś zjeść czy od razu jaramy ?
Od razu.
Przypaliły. Trawa rzeczywiście była lepsza. Lepiej im się gadało. Dziewczynka opowiedziała mamie całą przygodę z wilkiem.
- To rzeczywiście kutas – stwierdziła matka. – Ale nie przejmuj się, nóż zawsze przy sobie masz, kumple powiedzieli, że jeśli jeszcze raz cię napadnie, to dostanie wpierdol, więc nie martw się. Poza tym masz AIDS i jak cię zerżnie, to sam dostanie i zdechnie. Olej ciecia.
- Masz rację, mamusiu, tak zrobię. Ok, jestem trochę zmęczona, idę spać. Pa mamusiu.
Papa.
Kapturek położył się i od razu usnął. Obudził się dopiero rano następnego dnia. Dziewczynka wstała, umyła rowa i poszła do zająca. Mieszkał on w wytagowanej norze 10 minut od Kapturka.
Dziewczynka była tam w 5 minut. Zapukała do drzwi.
- Hej, zając, jesteś – powiedziała wchodząc do nory. Zastała tam zająca posuwającego panienkę.
- Hej, Czerwony. Już kończymy. Sorry, mała, musisz uciekać, pokochamy się jeszcze jutro.
- Nie ma sprawy – odpowiedziała panienka. – I tak za godzinę jestem umówiona na wycięcie wyrostka robaczkowego. Na razie.
- No cześć – odpowiedział zając. – Jak leci Kaptur ?
- Spoko – powiedział Kapturek rozwalając się na fotelu. – Facet, paliłam wczoraj ze starą taką trawę, że ja cię nie dupcę. Zajebista. Ale nie bój się, i tak wole jarać z tobą, lepiej z kumplami niż ze starą.
- Racja. Wiesz, zadzwonimy do miśka i lisa, niech wezmą też bobra i jakieś panienki, zajaramy razem.
- Jasne, kręć numery.
Po 10 minutach była już cała brygada. Alfons bóbr przyprowadził trzy panienki. Wszyscy siedli w kółku i jarali. Po pewnym czasie wszyscy już latali. Miś poszedł z Kapturkiem do pokoju pokochać się.
- Ah, misiu, czemu jesteś taki dobry – podniecała się dziewczynka.
Kapturku nie wiem sam, może to dlatego, że gdy byłem mały, ćwiczyłem mięśnia.
Widać, że jest dobrze wytrenowany. Jest taki muskularny, taki duży, obszerny, sprawia mi taki słodki ból, ah.
Dobra – powiedział niedźwiedź – kończmy już i wracajmy do pozostałych.
Gdy wrócili okazało się, że reszta też się pierdoli. Gdy zobaczyli, że miś z dziewczynką już wrócili, skończyli szybko i wrócili do rozmowy. Po godzinie Czerwony Kapturek powiedział:
- Wiecie co, przenosimy imprezę do mnie.
Ok.
Tylko ja pójdę już teraz po jakieś procenty, przyjdźcie do mnie za pół godziny.
Dobra. Wal Kaptur po wódę.
To do zobaczenia.
Wyszedł Kapturek i poszedł po alkohol. Jednak nie miał szczęścia. Gdy wracał z plecakiem pełnym półlitrówek, zaskoczył go wilk.
Witaj, cipo.
Ja nie mogę, to znowu ty!
Tak, to ja. Teraz się policzymy.
Chyba cię w końcu zabiję, bo już przesadzasz – powiedziała dziewczynka wyciągając nóż.
Haha, teraz jestem też przygotowany – wilk wyciągnął kosę.
Tak ? Zobaczymy, czy mi coś tym scyzorykiem zrobisz.
Zaczęli się bić. Wilk całkiem nieźle posługiwał się nożem. Zadał dziewczynce parę celnych ciosów, ona go też parę razy zacięła. W pewnym momencie wilk wytrącił Kapturkowi nóż z ręki.
Kurwa!
Tak, wreszcie cię pokonałem – śmiał się wilk.
Nie ciesz ryja, jeszcze mnie nie pokonałeś.
A właśnie że pokonałem – powiedział wilk i sprzedał Czerwonemu Kapturkowi plombę.
Dziewczynka upadła na ziemię.
To powiedziawszy wilk zapakował Kapturkowi i zaczął go posuwać wyjąc przy tym z rozkoszy. Jakieś trzy minuty i wilk się spuścił. Wtedy powoli Kapturek zaczął odzyskiwać przytomność.
- Co, co się stało – spytał się pobity Kapturek.
- Zerżnąłem cię! Rozjechałem ci wary! Zrobiłem to, co musiałem! Hahaha!
- A masz zaświadczenie, że nie masz AIDS ?
Mam.
To je podrzyj...
Co ??? Ty cipo, trzeba mi było powiedzieć.
Hehe, mam teraz większą frajdę z tego, niż ty.
Kurwo, zabiję cię – krzyknął wilk i zaczął bić Kapturka.
Po chwili skończył i wkurwiony, że złapał chorobę, poszedł do domu. P 10 minutach na drodze, gdzie leżała dziewczynka, pojawili się jej kumple idący do niej na bibę. Pierwszy zauważył ją miś.
- O kurwa, przecież tam leży Kapturek!
Wszyscy pobiegli na miejsce. Byli przerażeni widząc dziewczynkę. Kapturek ledwo co wymamrotał: “To był wilk, zabijcie skurwysyna” i stracił przytomność. Szybko zanieśli ją do szpitala na peryferiach. Dziewczynka była w ciężkim stani
e. W poczekalni przyjaciele namawiali się, co zrobić z wilkiem.
- Co tu dużo mówić – powiedział zając podrzucając nóż – skurwysyna trzeba zajebać i się skończy.
- Racja – przytaknął miś. – Chyba wiem, gdzie ten chuj mieszka. Skombinuję paru gości, jeden ma czołg, ty zając też weź chłopaków.
Normalne.
Spotkamy się u zająca za dwie godziny i pójdziemy skasować klienta.
Ok.
Wszyscy rozeszli się po ludzi i przygotowywać sprzęt. O umówionej godzinie byli wszyscy u zająca, czyli sam zając, miś, bóbr, lis,
gang kretów, bracia jelenie i damski gang saren. Każdy miał jakieś narzędzie zbrodni. Najlepsi byli jelenie, bo przyjechali swoim malutkim czołgiem. Nie czekając na nic poszli do wilka. Miś miał rację, ponieważ już po chwili byli pod domem wilka. Rzucili dwa koktajle Mołotowa. Dom zaczął się palić. Wilk wyskoczył z nożem.
- Co się tu kurwa dzieje! O ja pierdole...
– wybełkotał, gdy zobaczył brygadę. Wiedział, że ucieczka nie ma sensu. Czekał tylko na wyrok.
Zastanawiamy się, co ci najpierw zrobić – powiedział miś.
Ja wiem – powiedział bóbr i wyciągnął pistolet.
Wycelował i strzelił wilkowi w kolano. Ten zawył i padł na ziemię. Bóbr podbiegł do niego i przestrzelił mu drugie kolano i oba łokcie.
Wtedy wszyscy skoczyli na wilka. Kopali go po ryju, skakali po głowie, bo brzuchu, miś wsadził mu swojego glana w dupę, a potem cały uwalany gównem koniuszek wytarł o twarz. Dźgano go nożami po oczach, ktoś obciął mu wszystkie paluchy. Wreszcie wszyscy się rozstąpili i do akcji wkroczyły jelenie. Zaczęły jeździć czołgiem wilkowi po jajach, tak chyba z 10 minut. Potem do ledwo dychającego wilka podeszli zając i miś, który mu powiedział:
- Teraz wiesz, że z bandą kumpli Kapturka i
z nim samym nie należy zaczynać. Ale w sumie to już ci nie jest potrzebne, bo już nie żyjesz.
To powiedziawszy wyjął pistolet i rozjebał wilkowi mózg. Wzięli ciało i wrzucili do kosza. Potem wszyscy poszli oznajmić dziewczynce, że wszystko dobrze się skończyło. Słysząc dobre wieści Kapturek płakał z radości.
Kocham was, kumple. Jak to dobrze mieć kogoś, kto się zaopiekuje tobą w każdej, nawet najbardziej dramatycznej chwili...
Tym wzruszającym akcentem kończę opowiadanie o miłości, przyjaźni i poświeceniu dla drugiej osoby...
Koniec